E.

Zamykam tę księgę na E. Zaledwie wczoraj widziałem ją w spodniach i w bluzce. Jeszcze wstrzymującą napór moich dłoni. Dzisiaj natomiast leży rozebrana. Od kolan podnoszona do pachwin i włosów skręconych. Nie sposób dalej wymieniać postojów i szybkich oddechów. Zwilgłych załamań szyi, różowej abstrakcji ucha, Branego zębami w galopie. Dłoni podchodzących na palcach pod stromiznę lędźwi. Zamykam E. w obłoku zdarzeń metalicznych Będących tym lśnieniem pruderii, co winna nam łaskę.

<< wroc